Dzisiaj znów miałam problemy ze snem. Syn mnie obudził, bo wypił całą wodę, więc trzeba było nalać no i po spaniu. Nie potrafiłam zasnąć, w głowie szalało mi wiele myśli, oczywiście znów się wszystkim przejmowałam - a to, że czeka mnie wizyta u mechanika. Nie lubię tego, bo nie czuję się tam pewna, a mąż nie pojedzie ponieważ nie ma prawa jazdy, więc to na mojej głowie. Czuję się jak idiotka, chociaż mechanika już parę razy odwiedzałam i naprawdę świetny facet, ale zawsze się boję. Do tego czeka mnie też zmiana auta, a więc szukanie i kupowanie jakiego używanego. Napewno będzie nowszy niż mój obecny - więc się cieszę, ale napawa mnie to też lękiem.
Próbowałam od drugiej zasnąć, ale tylko się kręciłam. Ciekawe jak dzisiaj przeżyję ten dzień, plan działania mam i już powoli go realizuję, więc coś zaczyna się dziać.
Wczoraj udało mi się w sumie zrobić 20 moich zadań i jestem z siebie dumna i zaskoczona, że tak wiele zrobiłam. Do tego wykonałam już swój cel tygodniowy w nordic walingu - przeszłam ponad 16 km, więc dzisiaj jak będzie ładna pogoda będzie spacer tylko i wyłącznie dla przyjemności. W weekend ma padać, ale my nudzić sie nie będziemy, bo w niedzielę jadę z Ksawerym do dziadka.
Dzisiaj mąż mi powie, czy widać efekty zdrowego odżywiania i ćwiczeń. Choruję na zaburzenia odżywiania (objadam się kompulsywnie), więc wprowadziłam zdrowe odżywianie (małe grzeszki były w ciągu tych 2 tygodni) i chodzę na kijki. Mam zaburzony obraz siebie, staram się nie przesadzać w odchudzaniu (co w przeszłości też mi się zdarzało), a podchodzić do tego racjonalnie, dlatego potrzebuję informacji zwrotnej, by wiedzieć, że dobrze robię. W tej kwestii nie do końca sobie ufam. Tak samo nie wchodzę na wagę, bo kompulsywnie kiedyś się ważyłam. Stare czasy, ale jednak wiem, że mam też ku temu predyspozycje. Kiedyś też potrzebowałam ciągłego potwierdzenia, że widać efekty byłam w stanie zadać pytanie mężowi 10 razy na dzień - taka była zafiksowana, dlatego teraz dałam 2 tygodnie, chcę wiedzieć, czy trzeba coś poprawić czy nie. Sama tego nie widzę, więc zewnętrzny obserwator napewno się przyda.
Miłego dnia :)
"Czy w Waszym życiu usłyszeliście coś co wpłynęło na Was tak bardzo, że zmieniliście bądź chcecie zmienić siebie?". Ja usłyszałam. To blog o moich zmianach i nie tylko.
czwartek, 16 marca 2017
[7] Dumna z siebie...
Dzisiaj po kilku dniach słabszej kondycji psychicznej i fizycznej, wróciłam na stare tory i dobrze mi z tym. Wykonuję swoje zadania, co pomaga mi lepie się poczuć - moja samoocena dzisiaj poszła w górę. Zapisałam się do lekarza, gdzie powinnam przynajmniej co rok jak nie częściej chodzi - nie byłam już 3 lata. Wytarłam meblościankę, ile tam było kurzu (dobrze, że tylko ja to widziałam) - no ale w zeszłym roku wogóle nie byłam do życia, zero motywacji i zero działania, a potem dojeżdżałam codziennie przez 3 miesiące 25 km na terapie, więc trochę całościowo nie była sprzątana. Wiadomo kurze z góry wycierałam, ale dzisiaj dokładnie zrobiona. Ogólnie cele domowe na ten tydzień wykonałam, bo jeszcze w poniedziałek myłam okna.
Trochę się boję weekendu, bo znów będzie wiele się działo poza moją kontrolą, ale staram się o tym nie myśleć. Powinnam poszukać złotego środka, by trochę odpuścić w te wolne dni, żeby miło spędzić czas z rodziną, ale jest mi strasznie trudno. Muszę się zastanowić, jak to wszystko zorganizować i pogodzić. Narazie weekendy będą moim poligonem doświadczalnym, a nóż coś wymyślę, a może nie będzie tak źle.
Jadę teraz po synka, a potem może wyciągnę mu rower, a i musimy trochę porobić zadań od jego specjalistów, więc pracowite popołudnie mnie czeka, ale znajdę czas na nordic walking. Wczoraj mi się podobało i dzisiaj aż mnie nosi.
Trochę się boję weekendu, bo znów będzie wiele się działo poza moją kontrolą, ale staram się o tym nie myśleć. Powinnam poszukać złotego środka, by trochę odpuścić w te wolne dni, żeby miło spędzić czas z rodziną, ale jest mi strasznie trudno. Muszę się zastanowić, jak to wszystko zorganizować i pogodzić. Narazie weekendy będą moim poligonem doświadczalnym, a nóż coś wymyślę, a może nie będzie tak źle.
Jadę teraz po synka, a potem może wyciągnę mu rower, a i musimy trochę porobić zadań od jego specjalistów, więc pracowite popołudnie mnie czeka, ale znajdę czas na nordic walking. Wczoraj mi się podobało i dzisiaj aż mnie nosi.
niedziela, 12 marca 2017
[6] Jak to? Ja mogę a Ty nie możesz?
O czym piszę, znów o kontroli. W weekend przekonałam się jak mi trudno odpuszczać kontrolę i jak nie lubię być kontrolowana. Ja czuję się bezpiecznie, gdy mam wszystko uporządkowane, wiem co kiedy robię i najlepiej, żeby się dostosowywać do mnie. W tygodniu jest mi łatwiej, bo dużo obowiązków spada ot tak, przedszkole, terapia czy inne zajęcia. W weekend to jednak nie chcę być "musztrującym" - szczególnie synka, no ale plan sobie założyłam i chciałam go wykonać, ale ciągle pytałam się synka czy już np. idziemy do sklepu czy chce jeszcze coś porobić. Tak zamiast spokojnie iść sobie po ósmej, jechałam o 11-stej i trochę mnie to denerwowało. Kontrolować to ja lubię, chociaż zabaw synka aż tak nie kontroluję (nie uczestniczę stale), za to mąż owszem i potem się dziwi, że synek chce cały czas go mieć przy swoich zabawach. Oczywiście jestem w pobliżu Ksawerego, ale daję mu przestrzeń do samodzielności w tej kwestii.
Z drugiej strony, nie lubię jak ktoś mnie kontroluje - oczywiście może skontrolować efekt moich prac i zazwyczaj jestem łasa na pochwały, ale podczas zadań nie lubię kontroli. Wczoraj umówiłam sie z panią rehabilitantką - obiecałam przywieźć synka na ich szkolenie nt. kombinezonów. Usłyszałam przy prośbie, że on taki grzeczny na terapii i czy znajdziemy czas by przyjechać. Ja się zgodziłam, a co mi tam. Jechałam także z mężem, a on doszedł do wniosku, że będzie mi mówić o wszystkich ograniczeniach, o wszystkim wokół. Dodam mąż nie ma prawa jazdy. No po prostu myślałam, że wybuchnę. Ile jadę, jak jadę i jeszcze wiele rzeczy kontrolował. Wchodząc do auta, doszedł do wniosku, że zrobi w nim porządek itd itd. Sam mówi, że nie lubi jak tak wszystko kontroluje a robi tak samo. Dobrze, że mi złość jakoś przeszła, chociaż go uświadomiłam jak ja to wszystko odbieram przy rozmowie po powrocie. Jeszcze zahaczyliśmy przy okazji o sklep IKEA. Ile tam ludzi w niedzielne popołudnia.a ja dawno nie byłam, więc byłam nieprzygotowana. Ogólnie kupujemy rzeczy przez internet, ale po siedmiu latach chciałam zobaczyć i chyba kolejna wizyta będzie za siedem lat. Wogóle nie lubię centrów handlowych, dla mnie za dużo i za wiele. Wczoraj byłam tak wykończona, że po prostu poszłam spać o 21-ej, a wcześniej leżałam i odpoczywałam pomiędzy zabawami z Ksawerym.
Z drugiej strony, nie lubię jak ktoś mnie kontroluje - oczywiście może skontrolować efekt moich prac i zazwyczaj jestem łasa na pochwały, ale podczas zadań nie lubię kontroli. Wczoraj umówiłam sie z panią rehabilitantką - obiecałam przywieźć synka na ich szkolenie nt. kombinezonów. Usłyszałam przy prośbie, że on taki grzeczny na terapii i czy znajdziemy czas by przyjechać. Ja się zgodziłam, a co mi tam. Jechałam także z mężem, a on doszedł do wniosku, że będzie mi mówić o wszystkich ograniczeniach, o wszystkim wokół. Dodam mąż nie ma prawa jazdy. No po prostu myślałam, że wybuchnę. Ile jadę, jak jadę i jeszcze wiele rzeczy kontrolował. Wchodząc do auta, doszedł do wniosku, że zrobi w nim porządek itd itd. Sam mówi, że nie lubi jak tak wszystko kontroluje a robi tak samo. Dobrze, że mi złość jakoś przeszła, chociaż go uświadomiłam jak ja to wszystko odbieram przy rozmowie po powrocie. Jeszcze zahaczyliśmy przy okazji o sklep IKEA. Ile tam ludzi w niedzielne popołudnia.a ja dawno nie byłam, więc byłam nieprzygotowana. Ogólnie kupujemy rzeczy przez internet, ale po siedmiu latach chciałam zobaczyć i chyba kolejna wizyta będzie za siedem lat. Wogóle nie lubię centrów handlowych, dla mnie za dużo i za wiele. Wczoraj byłam tak wykończona, że po prostu poszłam spać o 21-ej, a wcześniej leżałam i odpoczywałam pomiędzy zabawami z Ksawerym.
środa, 8 marca 2017
[5] Dlaczego nie pracuję zawodowo...
Kiedyś nie pracowałam z wyboru, tzn. nie dałam sobie rady i musiałam znaleźć w sobie siłę, by podjąć na nowo zobowiązania w pracy, potem zaszłam w ciążę i miałam swoją wizję, że odchowam dziecko do wieku przedszkolnego i pójdę do pracy. Jednak moja wizja była bardzo idealistyczna. Wyobrażałam sobie, że dni będę spędzać na spacerach i zabawach z dzieckiem (Do narodzin nie znałam płci dziecka), Ono będzie zdrowo się rozwijało, a ja będę miała okazję obserwować jego kolejne dokonania. Czytałam dużo o tym, kiedy dziecko zaczyna siadać, mówić, uśmiechać się, gaworzyć. Jednak rzeczywistość była inna. Nawet poród był niestandardowy z zagrożeniem zamartwicą. Mój synek Ksawery jako kilkumiesięczny brzdąc musiał korzystać z rehabilitacji (obniżone napięcie mieśniowe i asymetria). Oczywiście znów myślałam, że pochodzimy kilka miesięcy i wszystko się unormuje. Do 10 miesiąc życia jeździł na płasko w wózku, potem na szczęście szybko nabył umiejętność siadania i chodzenia. Jednak nie potrafiłam się z nim dogadać, zacznijmy od tego, że długo nie nawiązywał kontaktu wzrokowego, wogóle nie gaworzył, późno zaczął mówić, miał swoje schematy i rytuały. Nie robił kosi kosi, ani pa pa. W wieku 2 lat i 10 miesięcy dostał diagnozę autyzm wczesnodziecięcy - chociaż większość skłania się przy Zespole Aspergera.
Obecnie mój syn mówi (ma prawie 5 lat) jest fajnym chłopcem, oczywiście ma swoje rytuały i schematy, pojawiają się echolalia, kontakty społeczne są jako tako, gorzej z emocjami, ale powolutku wychodzimy na prostą. Ogólnie jest bardzo grzecznym chłopcem i bardzo konkretnym. Chodzi do przedszkola integracyjnego, do którego go zawożę, jeździmy dalej na terapie, dodatkowo chodzimy też na wczesne wspomaganie rozwoju, pracujemy też trochę w domku. Na pierwszy rzut oka moje dziecko wygląda na zdrowe, ale tylko ja wiem ile pracy włożyliśmy w to, by syn był w takim stanie. Mieliśmy dużo szczęścia, że Ksawery właściwie cały czas jest pod opieką specjalistów (lekarzy ale też psychologa, pedagoga, rehabilitantki, logopedy). Do tego można powiedzieć, że mamy szczęście, ponieważ wcześnie został zdiagnozowany, szybko dostał się na wczesne wspomaganie rozwoju. Od razu poszedł do przedszkola integracyjnego, chociaż i tak to wszystko było na wariackich papierach, bo ja za bardzo nie chciałam go puszczać, ale dzięki sugestii lekarza, że to mu pomoże wraz z mężem zdecydowaliśmy się i to był dobry wybór. Ja zajmuje się właśnie terapią małego (na PFRON i WWR), zawożeniem i odbieraniem go z przedszkola, jeżdżeniem po lekarzach (neurolog, psychiatra). Mąż pomaga mi w domu przy małym i mamy też podzielone obowiązki domowe. Jednak nie każcie mojemu ukochanemu jechać do lekarza, bo się zgubi.
Dlatego nie pracuję, zajmuję się synkiem i jest to też fajne doświadczenie, że mogę z nim przebywać, widzieć jego postępy. Przychodzić do przedszola, nie w biegu tylko na spokojnie być z nim. Rozmawiać, rano poprzytulać się, pośmiać się - jest mi to dane. Jestem za to wdzięczna. Oczywiście chciałabym by synek był zdrowy, ale też wiele dostałam, przede wszystkim radości z sukcesów i inne postrzeganie świata. Czasem synek mówi coś czego ja nie dostrzegam. Widzi autobus i mówi, że autobus pojedzie jeszcze 2 przystanki a na kolejnym będzie jego przedszkole. Automatycznie to mówi, a ja nigdy tak nie myślałam na widok autobusu. Inny przykład: jedziemy do mojego taty i nagle słyszymy z mężem - "Jeszcze cztery zakręty i będziemy u dziadka" - co było prawdą. Oczywiście czasem płacz też jest, czasem mi się wydaje, że nie dam rady - jednak kocham mojego synka najbardziej na świecie i mąż też go bardzo kocha, a mój synek codziennie to słyszy.
Obecnie mój syn mówi (ma prawie 5 lat) jest fajnym chłopcem, oczywiście ma swoje rytuały i schematy, pojawiają się echolalia, kontakty społeczne są jako tako, gorzej z emocjami, ale powolutku wychodzimy na prostą. Ogólnie jest bardzo grzecznym chłopcem i bardzo konkretnym. Chodzi do przedszkola integracyjnego, do którego go zawożę, jeździmy dalej na terapie, dodatkowo chodzimy też na wczesne wspomaganie rozwoju, pracujemy też trochę w domku. Na pierwszy rzut oka moje dziecko wygląda na zdrowe, ale tylko ja wiem ile pracy włożyliśmy w to, by syn był w takim stanie. Mieliśmy dużo szczęścia, że Ksawery właściwie cały czas jest pod opieką specjalistów (lekarzy ale też psychologa, pedagoga, rehabilitantki, logopedy). Do tego można powiedzieć, że mamy szczęście, ponieważ wcześnie został zdiagnozowany, szybko dostał się na wczesne wspomaganie rozwoju. Od razu poszedł do przedszkola integracyjnego, chociaż i tak to wszystko było na wariackich papierach, bo ja za bardzo nie chciałam go puszczać, ale dzięki sugestii lekarza, że to mu pomoże wraz z mężem zdecydowaliśmy się i to był dobry wybór. Ja zajmuje się właśnie terapią małego (na PFRON i WWR), zawożeniem i odbieraniem go z przedszkola, jeżdżeniem po lekarzach (neurolog, psychiatra). Mąż pomaga mi w domu przy małym i mamy też podzielone obowiązki domowe. Jednak nie każcie mojemu ukochanemu jechać do lekarza, bo się zgubi.
Dlatego nie pracuję, zajmuję się synkiem i jest to też fajne doświadczenie, że mogę z nim przebywać, widzieć jego postępy. Przychodzić do przedszola, nie w biegu tylko na spokojnie być z nim. Rozmawiać, rano poprzytulać się, pośmiać się - jest mi to dane. Jestem za to wdzięczna. Oczywiście chciałabym by synek był zdrowy, ale też wiele dostałam, przede wszystkim radości z sukcesów i inne postrzeganie świata. Czasem synek mówi coś czego ja nie dostrzegam. Widzi autobus i mówi, że autobus pojedzie jeszcze 2 przystanki a na kolejnym będzie jego przedszkole. Automatycznie to mówi, a ja nigdy tak nie myślałam na widok autobusu. Inny przykład: jedziemy do mojego taty i nagle słyszymy z mężem - "Jeszcze cztery zakręty i będziemy u dziadka" - co było prawdą. Oczywiście czasem płacz też jest, czasem mi się wydaje, że nie dam rady - jednak kocham mojego synka najbardziej na świecie i mąż też go bardzo kocha, a mój synek codziennie to słyszy.
wtorek, 7 marca 2017
[4] Sama sobie się dziwię...
Ostatnio słucham książki Briana Tracy: "Zjedz tę żabę". Wczoraj pod jej wpływem napisałam sobie plan dnia dzisiejszego i napisałam jedną ze swoich żab - łazienkę. Niby malutka, niby w kafelkach, ale sprzątałam ją po łebkach. Chciałam wysprzątać ją od A do Z - tzn kafelki, podłogę, szafkę i wydawało mi się to zajęciem po prostu koszmarnym, długim i te sprzątanie łazienki w moich wizjach strasznie się dłużyło, oczywiście mój perfekcjonizm i samokrytycyzm też miały pole do popisu. Jednak dzisiaj tę konkretną żabę zjadłam. Długo mi to nie zajęło, bo tak 2 godziny z przerwą, więc nie jest źle. Przerwę na wyschnięcie nie zmarnowałam, ponieważ słuchałam dalszych rozdziałów książki. Jestem w lekkim szoku, że coś popchnęłam do przodu. Zmiany, zmiany, zmiany.,,
Wczoraj byłam na kijkach, biorąc pod uwagę aurę wątpiłam czy mi się uda, a jednak przeszłam tyle ile zamierzałam, chociaż to nie było 4 km. Jednak jestem z siebie zadowolona, chodziłam 40 minut co przy mojej wadze jest w porządku. Nie przemęczam się, mam siłę na więcej chodzenia. Wolę chodzić 40 minut dziennie niż półtorej i potem cierpieć przez 3 dni.
Jestem ciekawa dzisiejszego dnia, ale już jest dobrze, bo zjadłam swoją żabę. Teraz czekam aż synek się obudzi i wiozę go do przedszkola. O synku i dlaczego siedzę w domu, a nie pracuję w kolejnym wpisie...
[3] Kontrola
Nigdy nie zaliczałam się do osób kontrolujących, ale podświadomie tak robię. Kontroluję wszystko, chociaż naprawdę nie czuję tego. Ostatnio uświadomiła mi to pewna grupa, jak bardzo kontroluję. Przed spotkaniami ustawiałam krzesełka, zajmowałam się osobami nowymi, wiedziałam kogo nie będzie i dlaczego, wszystko kodowałam w swojej głowie poświęcając na to dużo energii. U mnie kontrola wiąże się również z perfekcjonizmem, czyli że wszystko musi być tak jakbym ja chciała. Znów kolejny przykład, po kilku miesięcznej przerwie wróciłam na spotkania grupy, w której do tej pory dobrze mi się przebywało - obecnie niestety wszystko mnie irytowało. A to, że prowadzący nie robi nic z pewną osobą, która ciągle chodzi po pomieszczeniu. Nie ma zasady, że nie wolno chodzić, ale mnie to tak denerwowało, że głównie to pamiętam z tego spotkania.
Oczywiście siebie też kontroluję np. chodzę na "kijki" (ja to tak nazywam - inaczej nordic walking. Wcześniej miałam kijki trekkingowe, ale na Dzień Kobiet poprosiłam męża o taki prezent) i pierwsze co to oczywiście musi być odpowiedni dystans minimum 4 km. Włączam sobie endomodo i zasuwam. Gdy nie ma tych czterech kilometrów to jeszcze kluczę między blokami, żeby "narobić". Odpuściłam już sprawdzenie tempa i czasu chociaż było mi bardzo trudno. Wczoraj nie załączyłam endomodo, ale trasę już mam ustaloną, więc dystans był, ale czasu nie sprawdziłam i trochę mnie to z równowagi wytrącało.
Bardzo mnie irytuje, gdy ktoś długo się przygotowuje a ja jestem już gotowa. Kontroluję wtedy czas i mocno naciskam na tę osobę - przeważnie jest to mój kochany mąż.
Czytając to co napisałam, widzę ile we mnie niepotrzebnej złości. Te zdarzenia już minęły, a ja ciągle czuję tę złość. Chociaż teraz trochę temu dałam upust. Na pewno nie raz będę o tej kontroli pisać, bo jest ona we mnie,
Oczywiście siebie też kontroluję np. chodzę na "kijki" (ja to tak nazywam - inaczej nordic walking. Wcześniej miałam kijki trekkingowe, ale na Dzień Kobiet poprosiłam męża o taki prezent) i pierwsze co to oczywiście musi być odpowiedni dystans minimum 4 km. Włączam sobie endomodo i zasuwam. Gdy nie ma tych czterech kilometrów to jeszcze kluczę między blokami, żeby "narobić". Odpuściłam już sprawdzenie tempa i czasu chociaż było mi bardzo trudno. Wczoraj nie załączyłam endomodo, ale trasę już mam ustaloną, więc dystans był, ale czasu nie sprawdziłam i trochę mnie to z równowagi wytrącało.
Bardzo mnie irytuje, gdy ktoś długo się przygotowuje a ja jestem już gotowa. Kontroluję wtedy czas i mocno naciskam na tę osobę - przeważnie jest to mój kochany mąż.
Czytając to co napisałam, widzę ile we mnie niepotrzebnej złości. Te zdarzenia już minęły, a ja ciągle czuję tę złość. Chociaż teraz trochę temu dałam upust. Na pewno nie raz będę o tej kontroli pisać, bo jest ona we mnie,
poniedziałek, 6 marca 2017
[2] Moje pierwsze zmiany
Pierwsze zmiany
1. Siedzę na krześlę i piszę bloga. No to Ci dopiero zmiana. Dla mnie ogromna, nosiłam się z tym od paru dni (teraz mam czas), ale ciągle znajdowałam doskonałe wg mojej oceny wymówki, żeby nie pisać. Wewnętrzny krytyk miał tyle do gadania - słyszałam: "już próbowałaś i odpuściłaś, więc po co zaczynać", "Będziesz popełniać błędy i będą Cię ludzie wyśmiewać", "po co kolejne zadanie - mało Ci tego" itd. Polemizowanie z nim jakoś mi słabo wychodziło, ale jednak się przemogłam. Jestem z siebie dumna. A wewnętrznemu krytykowi pokazuję język.
2. Wykasowałam wszystkie moje gry z jednego portalu społecznościowego. Zabierały mi bardzo dużo czasu i energii. To było wczoraj, więc mam w sobie małe napięcie z tym związane, ale no cóż od czegoś trzeba zacząć. Powolutku do przodu.
3. Kolejna zmiana jaka we mnie zaszła - biorę regularnie leki. Mam swoje problemy zdrowotne, ale przez parę dobrych lat nie brałam regularnie leków. Chodziłam po lekarzach i to było na tyle w walce z moimi problemami. Gorzej było właśnie w zadbaniu o siebie pod tytyłem: "Bierz regularnie leki"
Niedawno kupiłam sobie pudełko na tabletki, więc nie musze się zastanawiać czy wzięłam to lekarstwo czy nie. A byłam taka roztrzepana, że zapominałam. Do tego mam pomocnika do wkładania tabletek - mojego kochanego synka. Uwielbia to robić i jest przy tym świetna zabawa.
1. Siedzę na krześlę i piszę bloga. No to Ci dopiero zmiana. Dla mnie ogromna, nosiłam się z tym od paru dni (teraz mam czas), ale ciągle znajdowałam doskonałe wg mojej oceny wymówki, żeby nie pisać. Wewnętrzny krytyk miał tyle do gadania - słyszałam: "już próbowałaś i odpuściłaś, więc po co zaczynać", "Będziesz popełniać błędy i będą Cię ludzie wyśmiewać", "po co kolejne zadanie - mało Ci tego" itd. Polemizowanie z nim jakoś mi słabo wychodziło, ale jednak się przemogłam. Jestem z siebie dumna. A wewnętrznemu krytykowi pokazuję język.
2. Wykasowałam wszystkie moje gry z jednego portalu społecznościowego. Zabierały mi bardzo dużo czasu i energii. To było wczoraj, więc mam w sobie małe napięcie z tym związane, ale no cóż od czegoś trzeba zacząć. Powolutku do przodu.
3. Kolejna zmiana jaka we mnie zaszła - biorę regularnie leki. Mam swoje problemy zdrowotne, ale przez parę dobrych lat nie brałam regularnie leków. Chodziłam po lekarzach i to było na tyle w walce z moimi problemami. Gorzej było właśnie w zadbaniu o siebie pod tytyłem: "Bierz regularnie leki"
Niedawno kupiłam sobie pudełko na tabletki, więc nie musze się zastanawiać czy wzięłam to lekarstwo czy nie. A byłam taka roztrzepana, że zapominałam. Do tego mam pomocnika do wkładania tabletek - mojego kochanego synka. Uwielbia to robić i jest przy tym świetna zabawa.
[1] Witam
Witam serdecznie, rozpocznę od pytania: "Czy usłyszeliście kiedyś coś, co wpłynęło na Was tak bardzo, że zmieniliście bądź chcecie zmienić życie?". Ja usłyszałam. Pewna osoba powiedziała mi, po moich zwierzeniach, że uczestniczę w sztafecie pokoleniowej i mogę dalej iść tą drogą, a mogę wybrać coś innego - zmienić siebie i podejście do tej sprawy.
Wydawało mi się wcześniej to niemożliwe, no bo jak - babcia moja umarła w wieku 43 lat, moja mama w wieku 51 lat, więc moje myślenie było takie, że za 20 lat mnie też już nie będzie, szczególnie biorąc pod uwagę mój stan fizyczny i psychiczny. Wyobrażacie sobie 30-latkę, która ma właśnie takie myślenie. Przed tym wszystkim i nie tylko uciekałam w różne kompulsje - granie na komputerze, czytanie kompulsywnie książek (romansideł, które jako nastolatka omijałam szerokim łukiem) no i przede wszystkim kompulsywne objadanie się. Wiele rzeczy będę chciała tutaj opisać dotyczące poczucia własnej wartości, wewnętrznego krytyka, kompleksów, relacji społecznych, wad, problemów ale również chciałabym opisywać moje życie codzienne, a może i także będę dzielić się swoimi przemyśleniami dotyczącymi wydarzeń na świecie. Zobaczę w którym kierunku pójdą moje zmiany również w sferze blogowania.
Subskrybuj:
Posty (Atom)