wtorek, 7 marca 2017

[3] Kontrola

Nigdy nie zaliczałam się do osób kontrolujących, ale podświadomie tak robię. Kontroluję wszystko, chociaż naprawdę nie czuję tego. Ostatnio uświadomiła mi to pewna grupa, jak bardzo kontroluję. Przed spotkaniami ustawiałam krzesełka, zajmowałam się osobami nowymi, wiedziałam kogo nie będzie i dlaczego, wszystko kodowałam w swojej głowie poświęcając na to dużo energii. U mnie kontrola wiąże się również z perfekcjonizmem, czyli że wszystko musi być tak jakbym ja chciała. Znów kolejny przykład, po kilku miesięcznej przerwie wróciłam na spotkania grupy, w której do tej pory dobrze mi się przebywało - obecnie niestety wszystko mnie irytowało. A to, że prowadzący nie robi nic z pewną osobą, która ciągle chodzi po pomieszczeniu. Nie ma zasady, że nie wolno chodzić, ale mnie to tak denerwowało, że głównie to pamiętam z tego spotkania.
Oczywiście siebie też kontroluję np. chodzę na "kijki" (ja to tak nazywam - inaczej nordic walking. Wcześniej miałam kijki trekkingowe, ale na Dzień Kobiet poprosiłam męża o taki prezent) i pierwsze co to oczywiście musi być odpowiedni dystans minimum 4 km. Włączam sobie endomodo i zasuwam. Gdy nie ma tych czterech kilometrów to jeszcze kluczę między blokami, żeby "narobić". Odpuściłam już sprawdzenie tempa i czasu chociaż było mi bardzo trudno. Wczoraj nie załączyłam endomodo, ale trasę już mam ustaloną, więc dystans był, ale czasu nie sprawdziłam i trochę mnie to z równowagi wytrącało.
Bardzo mnie irytuje, gdy ktoś długo się przygotowuje a ja jestem już gotowa. Kontroluję wtedy czas i mocno naciskam na tę osobę - przeważnie jest to mój kochany mąż.
Czytając to co napisałam, widzę ile we mnie niepotrzebnej złości. Te zdarzenia już minęły, a ja ciągle czuję tę złość. Chociaż teraz trochę temu dałam upust. Na pewno nie raz będę o tej kontroli pisać, bo jest ona we mnie,

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz