Dzisiaj po kilku dniach słabszej kondycji psychicznej i fizycznej, wróciłam na stare tory i dobrze mi z tym. Wykonuję swoje zadania, co pomaga mi lepie się poczuć - moja samoocena dzisiaj poszła w górę. Zapisałam się do lekarza, gdzie powinnam przynajmniej co rok jak nie częściej chodzi - nie byłam już 3 lata. Wytarłam meblościankę, ile tam było kurzu (dobrze, że tylko ja to widziałam) - no ale w zeszłym roku wogóle nie byłam do życia, zero motywacji i zero działania, a potem dojeżdżałam codziennie przez 3 miesiące 25 km na terapie, więc trochę całościowo nie była sprzątana. Wiadomo kurze z góry wycierałam, ale dzisiaj dokładnie zrobiona. Ogólnie cele domowe na ten tydzień wykonałam, bo jeszcze w poniedziałek myłam okna.
Trochę się boję weekendu, bo znów będzie wiele się działo poza moją kontrolą, ale staram się o tym nie myśleć. Powinnam poszukać złotego środka, by trochę odpuścić w te wolne dni, żeby miło spędzić czas z rodziną, ale jest mi strasznie trudno. Muszę się zastanowić, jak to wszystko zorganizować i pogodzić. Narazie weekendy będą moim poligonem doświadczalnym, a nóż coś wymyślę, a może nie będzie tak źle.
Jadę teraz po synka, a potem może wyciągnę mu rower, a i musimy trochę porobić zadań od jego specjalistów, więc pracowite popołudnie mnie czeka, ale znajdę czas na nordic walking. Wczoraj mi się podobało i dzisiaj aż mnie nosi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz