środa, 8 marca 2017

[5] Dlaczego nie pracuję zawodowo...

Kiedyś nie pracowałam z wyboru, tzn. nie dałam sobie rady i musiałam znaleźć w sobie siłę, by podjąć na nowo zobowiązania w pracy, potem zaszłam w ciążę i miałam swoją wizję, że odchowam dziecko do wieku przedszkolnego i pójdę do pracy. Jednak moja wizja była bardzo idealistyczna. Wyobrażałam sobie, że dni będę spędzać na spacerach i zabawach z dzieckiem (Do narodzin nie znałam płci dziecka), Ono będzie zdrowo się rozwijało, a ja będę miała okazję obserwować jego kolejne dokonania. Czytałam dużo o tym, kiedy dziecko zaczyna siadać, mówić, uśmiechać się, gaworzyć. Jednak rzeczywistość była inna. Nawet poród był niestandardowy z zagrożeniem zamartwicą. Mój synek Ksawery jako kilkumiesięczny brzdąc musiał korzystać z rehabilitacji (obniżone napięcie mieśniowe i asymetria). Oczywiście znów myślałam, że pochodzimy kilka miesięcy i wszystko się unormuje. Do 10 miesiąc życia jeździł na płasko w wózku, potem na szczęście szybko nabył umiejętność siadania i chodzenia. Jednak nie potrafiłam się z nim dogadać, zacznijmy od tego, że długo nie nawiązywał kontaktu wzrokowego, wogóle nie gaworzył, późno zaczął mówić, miał swoje schematy i rytuały. Nie robił kosi kosi, ani pa pa. W wieku 2 lat i 10 miesięcy dostał diagnozę autyzm wczesnodziecięcy - chociaż większość skłania się przy Zespole Aspergera.

Obecnie mój syn mówi (ma prawie 5 lat) jest fajnym chłopcem, oczywiście ma swoje rytuały i schematy, pojawiają się echolalia, kontakty społeczne są jako tako, gorzej z emocjami, ale powolutku wychodzimy na prostą. Ogólnie jest bardzo grzecznym chłopcem i bardzo konkretnym. Chodzi do przedszkola integracyjnego, do którego go zawożę, jeździmy dalej na terapie, dodatkowo chodzimy też na wczesne wspomaganie rozwoju, pracujemy też trochę w domku. Na pierwszy rzut oka moje dziecko wygląda na zdrowe, ale tylko ja wiem ile pracy włożyliśmy w to, by syn był w takim stanie. Mieliśmy dużo szczęścia, że Ksawery właściwie cały czas jest pod opieką specjalistów (lekarzy ale też psychologa, pedagoga, rehabilitantki, logopedy). Do tego można powiedzieć, że mamy szczęście, ponieważ wcześnie został zdiagnozowany, szybko dostał się na wczesne wspomaganie rozwoju. Od razu poszedł do przedszkola integracyjnego, chociaż i tak to wszystko było na wariackich papierach, bo ja za bardzo nie chciałam go puszczać, ale dzięki sugestii lekarza, że to mu pomoże wraz z mężem zdecydowaliśmy się i to był dobry wybór. Ja zajmuje się właśnie terapią małego (na PFRON i WWR), zawożeniem i odbieraniem go z przedszkola, jeżdżeniem po lekarzach (neurolog, psychiatra). Mąż pomaga mi w domu przy małym i mamy też podzielone obowiązki domowe. Jednak nie każcie mojemu ukochanemu jechać do lekarza, bo się zgubi.

Dlatego nie pracuję, zajmuję się synkiem i jest to też fajne doświadczenie, że mogę z nim przebywać, widzieć jego postępy. Przychodzić do przedszola, nie w biegu tylko na spokojnie być z nim.  Rozmawiać, rano poprzytulać się, pośmiać się - jest mi to dane. Jestem za to wdzięczna. Oczywiście chciałabym by synek był zdrowy, ale też wiele dostałam, przede wszystkim radości z sukcesów i inne postrzeganie świata. Czasem synek mówi coś czego ja nie dostrzegam. Widzi autobus i mówi, że autobus pojedzie jeszcze 2 przystanki  a na kolejnym będzie jego przedszkole. Automatycznie to mówi, a ja nigdy tak nie myślałam na widok autobusu. Inny przykład: jedziemy do mojego taty i nagle słyszymy z mężem - "Jeszcze cztery zakręty i będziemy u dziadka" - co było prawdą. Oczywiście czasem płacz też jest, czasem mi się wydaje, że nie dam rady - jednak kocham mojego synka najbardziej na świecie i mąż też go bardzo kocha, a mój synek codziennie to słyszy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz