wtorek, 7 marca 2017

[4] Sama sobie się dziwię...

Ostatnio słucham książki Briana Tracy: "Zjedz tę żabę". Wczoraj pod jej wpływem napisałam sobie plan dnia dzisiejszego i napisałam jedną ze swoich żab - łazienkę. Niby malutka, niby w kafelkach, ale sprzątałam ją po łebkach. Chciałam wysprzątać ją od A do Z - tzn kafelki, podłogę, szafkę i wydawało mi się to zajęciem po prostu koszmarnym, długim i te sprzątanie łazienki w moich wizjach strasznie się dłużyło, oczywiście mój perfekcjonizm i samokrytycyzm też miały pole do popisu. Jednak dzisiaj tę konkretną żabę zjadłam. Długo mi to nie zajęło, bo tak 2 godziny z przerwą, więc nie jest źle. Przerwę na wyschnięcie  nie zmarnowałam, ponieważ słuchałam dalszych rozdziałów książki. Jestem w lekkim szoku, że coś popchnęłam do przodu. Zmiany, zmiany, zmiany.,,

Wczoraj byłam na kijkach, biorąc pod uwagę aurę wątpiłam czy mi się uda, a jednak przeszłam tyle ile zamierzałam, chociaż to nie było 4 km. Jednak jestem z siebie zadowolona, chodziłam 40 minut co przy mojej wadze jest w porządku. Nie przemęczam się, mam siłę na więcej chodzenia. Wolę chodzić 40 minut dziennie niż półtorej i potem cierpieć przez 3 dni. 

Jestem ciekawa dzisiejszego dnia, ale już jest dobrze, bo zjadłam swoją żabę. Teraz czekam aż synek się obudzi i wiozę go do przedszkola. O synku i dlaczego siedzę w domu, a nie pracuję w kolejnym wpisie...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz